Błyski i wrzaski instalacji Loop/Membrana/Untamed Choir. Wymazywanie i przestrzenie 16.11/The Leslies/ Elvira Wersche/

Błyski i wrzaski instalacji Loop/Membrana/Untamed Choir. Wymazywanie i przestrzenie 16.11/The Leslies/ Elvira Wersche/

Blaski

Instalacja Loop Łukasza Furmana stworzona została na wzór gry w szachy i zatopiona w blasku kasyna. Uruchamia się w momencie położenia kwadratowych płytek na szarej powierzchni. Widzimy fioletowo-czerwone pole, na którym zaczyna błyszczeć sieć. Rozszerza się i powiększa wraz z każdym dołożonym kwadratem, a dźwięki jakie słyszymy w słuchawkach zaczynają się komplikować. Przekładając elementy można bez końca tworzyć różne wzory i połączenia. Podobnie jak automat do gry zapętlamy się mechaniczne gesty – przekładając i układając płytki w coraz to nowsze połączenia. Przyjemność z natychmiastowej reakcji na nasze działanie stanowi jeden z ważniejszych elementów interaktywności. W instalacji jednak wszystkie zmiany są powierzchowne, ale radość przestawiania i decydowania uzależnia jak automat do gry w kasynie.

Doświadczenie i zasada interaktywności została poruszona również w instalacji Membrana. Duet Fafankuła przenosi doświadczenie ekranu dotykowego na materiał naciągnięty na drewnianą ramę. Wyświetlane na materiale animacje i możliwość dotykania daje podobne wrażenie interaktywności. Wielki ekran dotykowy nie wciąga jednak na dłużej niż kilkanaście sekund. Chcąc poczuć, że ma się wpływ na animacje trzeba podporządkować ruchy rąk kolorowym kulkom, fajerwerkom błyskającym na materiale.

Wrzaski

W instalacji Untamed Choir  rozchodzący się przestrzeni dźwięk zalewa słuchacza, dzięki  czterdziestu małym głośnikom zawieszonych pod sufitem. Przechodząc pod nimi słyszy się głosy chóru, które narastają – początkowo wysokie i jasne tony zaczynają przechodzić w ciemniejsze, skrzekliwe wrzaski. Zbliżając się do wybranego głośnika słyszymy pojedynczy głos. Niektóre z nich, niezwykle ciche byłyby niesłyszalne podczas występu chóru, gdzie musimy siedzieć przed wykonawcami została tutaj zdekonstruowana. Alternatywa jest niezwykle ekscytująca. Podążanie za dźwiękiem i doświadczanie go z różnych stron sprawia, że nieustannie przechadzamy się po pomieszczeniu. Chmura głosów przechodzi z jednego końca na drugi, a słuchający zostaje przez nią wchłonięty.

Problem przestrzenności dźwięku został poruszony przez The Leslies w utworze Ścieżka dźwiękowa wyimagowanego filmu nr 3, który został wykowany w drugim dniu festiwalu, w przestrzeni Bunkra Sztuki. Widz, tym razem siedząc, został zatopiony w przestrzeni dźwiękowej wytworzonej dzięki obracającym się wokół własnej osi głośnikom. Zachwyt i niezwykłość samej konstrukcji sprawiła, że przez pierwsze minuty wykonania kompozycji, głośniki funkcjonowały jako obiekt wizualny. Spłowiały blask każdej konstrukcji koncentrował uwagę, a szum odbijający się od ścian tworzył wrażenie fizycznej obecności dźwięku. Utwór Horsta Rickelsa i Roberta Pravdę wprowadzał słuchających w środek filmu –znajdowali się na planie, a nie w kinie, spoglądając na ekran. Kolejne szmery, mechaniczne zgrzyty tworzyły struktury, aby po chwili rozsypać się w drobne dźwięki przestrzeni.

Wymazanie 

Performans poprzedzający The Leslies, czyli Foward to zero stanowił niezwykle oczyszczające doświadczenie. Siatka linii rozrysowana kredą przez Elvirę Wershe pozwalała na zatopienie się w rysunku, wyławiając wzrokiem wzory i struktury. Geometryczny rysunek stanowił wyzwanie dla odbioru, a próba określenia naczelnej zasady została uniemożliwiona przez dwie performerki. Kobiety powoli zmazywały czarnymi szmatkami linie z podłogi. Rozpoznanie kierunku lub schematu działań nie było możliwe, co  powodowało frustracje dla intelektualnego odbioru i procesu racjonalizacji. Proste działanie i ruchy zaczęły przypominać rytuał. Wykonawczynie skrupulatnie przemierzały przestrzeń przy dźwiękach akordeonu, który wyznaczał równy i płynny rytm. W procesie wymazywania wyłaniały się kolejne wzory, wcześniej nie widoczne dla oczu. Długi proces wprowadzał w trans, gdzie powolne oczyszczanie podłogi z koronkowych struktur tworzyło potężne i czyste wzory. Niczym rytuał przemijania czasu oglądało się powolne znikanie wszelkich komplikacji, aż do chwili, kiedy po kredzie nie było śladu.